Alicante to drugie co do wielkości zaraz po Walencji miasteczko położone w południowo - wschodniej części Hiszpanii przy wybrzeżu Costa Blanca. Jego głównym symbolem jest zamek św. Barbary w którym nakręcono kilka filmów np. "Dracula contra Frankenstein. Oprócz popularnej budowli możemy cieszyć się całoroczną słoneczną pogodą, która jest głównym atutem tego obszaru. Historia tego terenu jest dość burzliwa bowiem miasto istniało już od III wieku p.n.e. pod panowaniem fenicjan i greków. W późniejszym czasie obszar ten zajęli Maurowie, którzy zapoczątkowali szybki rozwój miasteczka dzięki dobrze prosperującemu portowi. W 1858 roku na gospodarkę Alicante wpłynęła linia kolejowa biegnąca z Madrytu. Następną ciekawostką miasta jest jego patron - święty Mikołaj, który wiąże się z dziecięcą zabawą 6 grudnia. Według tradycji holenderskiej San Nicolas nie mieszkał w Laponii , a właśnie tutaj w Alicante i zamiast podróżować na saniach ciągniętych przez renifery, latał statkiem parowym z pełnym workiem pomarańczy. Powróćmy do Naszej wyprawy.
Do Alicante z Wiednia dostaliśmy się za pomocą linii lotniczej Ryanair w cenie 142€ za osobę w obie strony z bagażem 10 kg. Na lotnisku odebraliśmy samochód od polskiej wypożyczalni White rental Car na 9 dni w kwocie 320€ , bardzo polecamy!
Co w planie:
1. park El palmeral,
2. Port Alicante,
3. Explanada de Espana,
4. Calas de del Cabo,
5. Zamek św. Barbary,
6. mushroom street - calle San Francisco,
7. Heladeria Borgonesse,
8. ratusz,
9. kościół św. Mikołaja
10. plaza de torros,
11. Bazylika św. Marii,
12. plaza puerta del Mar,
13. plaża Postiguet,
Z lotniska wyruszamy do pierwszej atrakcji, jaką jest park el palmeral. Wnętrze wypełnia krajobraz z licznymi jeziorami, palmami, wodospadami, torem rowerowym, itp. Jest to idealny teren na odpoczynek i wyciszenie. Na miejscu znajduje się darmowy parking, gdzie możemy pozostawić samochód.
Drugim punktem wyprawy jest nadmorski port, który mieści się w centralnej części Alicante. Cieszący się przepięknymi widokami i usługami handlowo - komunikacyjnymi. Obok usytuowany jest parking w cenie 2€ / 1h.
Kilka minut dalej znajduję się hiszpański deptak (explanada de Espana), który jest symbolem miasta. Otoczony wzdłuż palmami z wyłożoną marmurową podłogą tworzy wzór nadmorskich fal. Po jednej stronie usytuowane są budki z pamiątkami, rzemiosłem, słodyczami, biżuterią i wyrobami ze skóry.
Następny przystankiem jest plaża de del Cabo, która jest idealnym miejscem na wypoczynek. Obok tego punktu wzdłuż zatoki można pozostawić samochód na bezpłatnym postoju.


Największą atrakcją miasta jest zamek św. Barbary mieszczący się na górze Benacantil z którego można zobaczyć całą panoramę Alicante. Według historii, budowla powstała ok. IX wieku za czasów panowania arabskiego. W późniejszym okresie obiekt zdobyły wojska kastylijskie pod dowództwem króla Alfonsa X Mądrego. Parę dekad później zamek pełnił funkcję więzienną, a obecnie jest atrakcją dla turystów. Legenda głosi, że nazwa miasta nie pochodzi od islamskiego wyznania, ale od pięknej arabskiej księżniczki, której ojciec był przywódcą tego obszaru. Gdy jego córka dorosła do pewnego wieku do ich bram przychodziło wielu zalotników. Niestety, żaden nie spełniał oczekiwań króla. Postanowił on, więc zorganizować przyjęcie na którym ostatecznie wybierze wybranka dla swojej córki. Na jego drodze pojawiło się dwóch kandydatów na których przywódca nie mógł się zdecydować. Postanowił obydwóm dać zadanie, jeden (Ali) miał być odpowiedzialny za dostarczenie wody z Tibi do zamku budując odpowiedni rów, natomiast drugi (Almanzor) miał przywieźć drogą morską z Indii najlepsze przyprawy. Kandydat Ali zamiast przygotowywać się do wykonania zadania, rozpraszał się widokiem księżniczki, która odwzajemniła jego zaloty. Miesiące mijały, a Almanzor powrócił z Indii spełniając obietnicę królowi. Ten dotrzymując słowa podarował rękę swojej córki. Niestety, księżniczka nie odwzajemniła jego uczuć, bo kochała Ali'ego, więc postanowiła popełnić samobójstwo skacząc ze wzgórza San Julian. Ali również z tęsknoty za dziewczyną skoczył ze szczytu Sierra de Tibi. Król udręczony smutkiem i żalem za córką skamieniał pod fortecą patrząc na zachód. Mieszkańcy poruszeni tą wiadomością postanowili zmienić nazwę miasta z Al - Laqant na Alicantara. Przy fortecy mieszczą się bezpłatne parkingi, a wstęp do środka jest darmowy.
Wracając do centrum miasta samochód pozostawiliśmy na płatnym parkingu Interparking Puerto Alicante - Poniente z którego udaliśmy się pieszo na dalsze zwiedzanie. Kolejnym symbolem miasta jest ulica San Francisco - alejka grzybowa, charakteryzująca się licznymi, wysokimi muchomorkami. Ulokowanie tych figur miało na celu przyciągnięcie uwagi turystów, by właściciele sklepików mieszczących się na tej promenadzie mogli podnieść się gospodarczo. Artystą tego pomysłu był Sergio Martinez, a cała inwestycja kosztowała miasto około 66 tys. €.
Kilka minut dalej mieści się najlepsza lodziarnia w Alicante "Heladeria Borgonesse" do której postanowiliśmy zajrzeć i zasmakować polecanych słodkości. Za dwie sztuki lodów po dwie gałki smakowe zapłaciliśmy 7€. Naszym zdaniem może nie są najlepsze, jakie jedliśmy w życiu, ale bardzo smaczne, więc możemy polecić!
Idąc dalej, zatrzymaliśmy się przy ratuszu miejskim, który swoją architekturą zewnętrzną przyciąga oko nie jednego turysty.
Obok mieści się kościół świętego Mikołaja - patrona miasta wykonany na planie krzyża, który obecnie wybudowany został w miejscu, gdzie stał meczet. Od 1959 roku obiekt pełni funkcję Konkatedry. Wstęp do środka jest płatny, dlatego odpuściliśmy zwiedzanie jego wnętrza.
Plaza Toros to następny przystanek Naszej wędrówki. Arena walk byków powstała w 1888 roku, a jej teatr może pomieścić 12 tys. widzów.
Następnym punktem była Bazylika św. Marii, która powstała między XIV, a XVI wiekiem na pozostałościach po meczecie. Wstęp do wnętrza to koszt 6€.
Plaza Puerta del Mar to przedostatni punkt wycieczki, charakteryzujący się ogrodami z dużą ilością kwiatów, fontanną i pomnikami. Jest to główny obszar i centrum życia rozrywkowego na którym mieszczą się liczne restauracje, kawiarnie i sklepy z pamiątkami. Korzystając z okazji postanowiliśmy zakupić 2 sztuki magnesów, które były w cenie 2€ /produkt.
Ostatnim przystankiem jest plaża del Postiguet, która jest dość popularnym miejscem dla turystów i mieszkańców. Jej nazwa nawiązuje do słowa „brama miasta,” którą w przeszłości tworzyła. Pokryta złotym piaskiem z widokiem na morze Śródziemne, zachęca by choć trochę tutaj pozostać.
Pożegnalne chwile w miasteczku spędziliśmy w restauracji La Jarra Dorada w której zamówiliśmy patatas bravas, oraz typowe kalmary w cieście z tego regionu. Do posiłku domówiliśmy hiszpańską sangrię i pomarańczową lokalną fantę. Za całość zapłaciliśmy na dwie osoby 45€. Polecamy!
Noc spędziliśmy w hotelu Guesthouse Central, który był w kwocie 50€ za dobę dla 2 osób. Drugiego dnia Naszej przygody po uiszczeniu opłaty 6€ za korzystanie z parkingu, wyruszyliśmy na śniadanko do kawiarni Las tierras del cafe w której zaserwowaliśmy sobie kawę, grzanki z dżemem na słodko i croissanta z tradycyjną hiszpańską szynką jamon. Całość kosztowała Nas 10€. Polecamy!
Podsumowując pierwsze miasteczko z Naszego tripu uważam, że warto tutaj przyjechać, korzystając ze słonecznej pogody i poznać historię oraz kulturę tego miejsca. Oprócz przepięknych widoków z zamku świętej Barbary, możemy zwrócić uwagę na zieloną, różnorodną przyrodę, spędzić czas na przepięknej plaży Postiguet, spróbować soczystej sangrii lub soku ze świeżo wyciskanych pomarańczy oraz lokalnych potraw typu: arros a banda (ryż z wywarem rybnym i owocami morza) lub turron (migdałowy nugat). Alicante to idealne miejsce dla każdego bez względu na wiek. Wydatki, które ponieśliśmy tutaj na osobę wyniosły: 70€, a w tym:
Koszty:
- nocleg: 50€
- wyżywienie: 45€ +10€ +7€ = 62€
- parking: 2€ + 6€ = 8€
- zakupy spożywcze w Lidl (kosmetyki): 16€
- pamiątki: 4€ / 2 szt. magnesów
Po przepysznej uczcie czas wyruszać w kolejne miejsce oddalone od Alicante ok. 50 km drogi kierując się w stronę Kartageny. Do zobaczenia!
Dziękuje za uwagę ;)!
Komentarze
Prześlij komentarz