Niemcy - Fussen; Austria - Bregencja 13.01.2024
Bawaria to jeden z 16 najbogatszych landów w kraju związkowym Niemiec, mieszczącym się w południowej części, granicząc z Austrią i Szwajcarią. Stolicą województwa jest Monachium, które każdego roku licznie odwiedzane jest przez kilkaset tysięcy turystów. Bawaria charakteryzuje się przepięknym krajobrazem naturalnym z dużą ilością parków krajobrazowych, szlaków turystycznych i jezior. Jej wizytówką są pasma górskie Alp i słynne jezioro Bodeńskie. Oprócz tego, obszar ten oferuje urokliwe i klimatyczne miasteczka ze średniowieczną fasadą łącząc ze sobą tradycję i nowoczesność. Wysoko rozwinięta gospodarka wpływa na rozwój Bawarii, a z tym idzie prosperujący przemysł np. produkcja samochodów marki „Audi,” „BMW,” rolnictwo np. wyroby mleczne w postaci sera, turystyka oraz elektrownie atomowe. Co roku sporą ilość odwiedzających przyciąga festiwal piwa - oktoberfest.
Co w planie:
- Zamek Neuschwanstein
- Rzeka lechfall
- Bregencja
- Seebühne
- Promednada
- Martinsturm
- Meissnerstiege
Wczesnym porankiem po przepysznym domowym śniadanku wyruszyliśmy samochodem na kontynuację dalszej przygody, która tym razem przeniosła się z miejscowości Innsbruck do małego popularnego miasteczka w Niemczech.
Fussen to miasto mieszczące się w kraju związkowym Niemiec w landzie Bawarii przy granicy z Austrią. Historia tego miejsca jest dość krótka, bowiem pierwsze plemiona które tu się osiedliły to Rzymianie. Nazwa Fussen z łacińskiego oznacza „wąwóz” nawiązując do rzeki Lech.
Pierwszym przystankiem na trasie był baśniowy zamek Neuschwanstein leżący w gminie Schwangau. Samochód pozostawiliśmy na jednym z trzech parkingów, które są dostępne odpłatnie. Koszt zaparkowania pojazdu na 2 godziny to 10€. Przed wyprawą w mroźny poranek zaopatrzyliśmy się w kubek gorącej czekolady zakupionej w Imbiss Königshütte w cenie 3,60€, polecamy! Aby wyjść do zamku mamy do wyboru trasę w formie pieszej, która trwa około 30 minut lub bryczką konną. My zdecydowaliśmy się na pierwszą opcje z racji przepięknych widoków po drodze. Na szlaku mamy kilka punktów widokowych z których można zobaczyć wspaniały krajobraz na pałac np. Marienbrücke. W drodze do zamku znajdują się małe budki z ciepłymi posiłkami i napojami np. austriacka kiełbasa w bułce oraz różnorodne upominki. My postawiliśmy jak zawsze na magnes, który był w cenie 5€. Kilka metrów przed fortecą stał pan z włoskimi pączkami z ricotty, więc postanowiliśmy również zafundować sobie takie słodkości w cenie 6€ za 3 sztuki. W końcu dotarliśmy do tego bajkowego zamku o którym tak głośno w całej Europie. Obiekt powstał z bujnej wyobraźni Ludwika II, który miał straszne zamiłowanie do sztuki artystycznej i chciał się odseparować od ludzi. Budowę budynku rozpoczęto w 1869 roku i ciągle ją modernizowano z prywatnych funduszy króla. Mimo pozytywnej realizacji zamierzonych celów, władze bawarskie uznały Ludwika II za niepoczytalnego i zmusiły go do abdykacji. Król nie pogodził się z ich decyzją, dlatego kilka dni później jego ciało odnaleziono w jeziorze Starnberg. Dziś to ukończone miejsce przyciąga setki milionów turystów, którzy mogą zwiedzać ten obszar tylko i wyłącznie z przewodnikiem. Bilet wstępu należy kupić z dużym wyprzedzeniem, gdyż jego liczba jest ograniczona. Cena wejściówki to koszt 20,50€. Nam nie udało się zobaczyć wewnętrznej strony pałacu, bardzo żałujemy, ale może kiedyś tu jeszcze wrócimy.
W drodze powrotnej na parking zatrzymaliśmy się w restauracji Schloßrestaurant Neuschwanstein na pyszną kawę i deser. Moim zamówieniem był Apfelstrudel, natomiast reszta podróżników wybrała germknödel Vanillesauce (drożdżowa pyza z makiem i sosem waniliowym). Za zrealizowaną usługę zapłaciłam 9,70€, bardzo polecam to miejsce!
Niedaleko postoju dla samochodów znajduje się Hochenschwagau, zamek królewski w którym wychowywał się Ludwik II, a w późniejszym okresie to miejsce było sezonowo zamieszkiwane przez jego rodziców.
Wyjeżdżając z parkingu, kilka minut dalej od bawarskich pałaców znajduje się Lechfall, czyli zapora połączona z jeziorem. Powstała w epoce lodowcowej, kiedy woda z roztopionego lodowca utworzyła sporej wielkości jezioro Forggensee, a jego ujściem był Lech. W późniejszym okresie wykorzystano to miejsce do pozyskiwania energii wodnej. Według legendy święty Magnus uciekając przed pogańskimi prześladowcami przeskoczył Lecha. Obok mieści się bezpłatny parking, którego liczba miejsc jest ograniczona. Mieliśmy tyle szczęścia, że chociaż na chwilkę mogliśmy zobaczyć ten magiczny obszar. Wstęp jest darmowy.
Nasza wycieczka na tym się nie kończy. Powracamy z powrotem do Austrii, by móc zwiedzić ostatnie województwo - Vorarlberg, które mieści się przy granicy ze Szwajcarią, Liechtensteinem i Niemcami.
Bregencja to stolica Vorarlbergu leżąca przy jeziorze Bodeńskim w zachodniej części Austrii u podnóża gór Alp wapiennych. Jej historia sięga V wieku p.n.e, kiedy Celtowie zbudowali tu swoją pierwsza osadę. Przez wiele wieków obszar ten był zajmowany przez: Rzymian, Alamanów, misjonarzy iryjskich od Świętego Gala, aż ostatecznie to miejsce kupili Habsburgowie przyłączając ten teren do Austrii. Dziś Bregencja słynie z organizowanych tu licznych letnich festiwali artystycznych, operowych i kulturowych. Jednym ze znanych polskich kompozytorów muzyki poważnej był Andrzej Czajkowski, którego utwór „kupiec wenecki” był odegrany w audytorium mieszczącym się przy jeziorze Bodeńskim. Vorarlberg to również województwo, które często spostrzegane jest jako obszar szwajcarski przez typowy dialekt almański, który używany jest właśnie tam. Kolejną ciekawostką jest to, że na tym terenie kręcone były sceny do filmu agent 007 - James Bond.
Dojeżdżając na miejsce samochód pozostawiliśmy na płatnym parkingu przy promenadzie w cenie 1,60€. Bregencja podzielona jest na stare (Oberstadt) i nowe (Unterstadt) miasto. Pierwszą atrakcją w nowocześniejszej części stolicy jest scena Seebühne Bregenz na której odbywają się wszystkie letnie festiwale.
Niedaleko estrady mieści się promenada, która jest idealnym miejscem do codziennych spacerów przy akompaniamencie jeziora Bodeńskiego z widokiem na całą okolicę.
Ponownie wróciliśmy do samochodu, by dojechać do starej części miasteczka. Pojazd pozostawiliśmy na parkingu przy kościele Serca Jezusowego na ulicy Bergmannstraße i stamtąd udaliśmy się spacerkiem do docelowego punktu. Akurat trafiliśmy na sobotę, która w Bregencjii pod względem parkowania jest darmowa.
Martinsturm to nie tylko wieża Świętego Marcina, ale również symbol miasta, który niemal zobaczycie na każdej ofercie turystycznej. W przeszłości obiekt pełnił funkcję spichlerza, a jego budowę rozpoczęto w 1601 roku. W późniejszym czasie wieża stanowiła dwukondygnacyjne miejsce mieszkalne, a potem przekształcono ją w niewielką kaplicę wykończoną freskami. Z biegiem lat budowla rosła pod względem wysokości, aż utworzono w niej muzeum historii wojskowej. Dodatkowym atutem jest cudowny widok z którego mamy możliwość ujrzeć panoramę całego miasta.
Ostatnim punktem kończącym Naszą przygodę jest Meissnerstiege, który charakteryzuje się wąska, romantyczną ścieżką z wiszącą nad nią mostem, który otwiera obraz na dalszą okolice Bregencji.
Na obiadokolacje wybraliśmy się do restauracji Gasthaus Goldenerhirschen, która nie tylko wyróżniała się typowo regionalnym wystrojem, ale także oferowała wyśmienite posiłki. Moje zamówienie składało się z owocowej, przepysznej herbaty i typowo lokalnego obiadu w formie zapiekanych klusek z cebulką i serem (käsespätzle). Dodatkowo każdy z Nas do posiłku dostał austriacką sałatkę ziemniaczaną (Kartoffelsalat). Za całość zapłaciłam 22,10€, bardzo polecam!
Czas zimowej wyprawy dobiegł końca, przed Nami do noclegu zostało jeszcze około 200 km.
Podsumowując całą wyprawę uważam, że oba miasteczka mimo iż różnią się między sobą to jednak mają swój niepowtarzalny urok. Bregencja to malutki obszar, który nie zrobił na mnie dużego wrażenia, ale ugościł przepyszną kuchnią w klimatycznej austriackiej restauracji. Miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania, więc myślę że spokojnie 1 - dniowa wycieczka tutaj wystarczy. Schwangau z bajkowym zamkiem Neuschweinstein to MUST HAVE, które warto zobaczyć na własne oczy. Oprócz przepięknej architektury i wspaniałych widoków, mamy możliwość poczuć klimat bawarskiego życia i pooddychać świeżym, górskim powietrzem. Mimo wszystko wyjazd zarówno jak i cały weekend uważam za udany. Z uśmiechem na twarzy i nowymi doświadczeniami wracamy do domku, by planować kolejne przygody, by móc się z Wami nimi dzielić.
Dziękuję za uwagę;)!

















































Komentarze
Prześlij komentarz