Hiszpania - Walencja 17-21.09.2022

Miasteczko pachnące pomarańczami z dodatkiem pysznego patatas bravas przy latynoskiej muzyce to nic innego jak Walencja. 

W środkowo - wschodniej części Hiszpanii leży trzecie co do wielkości miasto Walencja, które cieszy się słonecznym klimatem przez cały rok. Nazwa prowincji sięga czasów rzymskich i pochodzi od słowa Valentia oznaczającego męstwo i odwagę. Cała okolica otoczona jest murem obronnym wykonanym za czasów panowania władzy arabskiej. Ważnym aspektem historycznym XIII wieku jest odbicie przez katolików miasta z rąk Maurów, którzy zapoczątkowali plantację kwiatu pomarańczy. Oprócz tego pierwszego symbolu, będąc tutaj spotkacie się z produkcją oliwy, win, serów, kawy, miodów czy ceramiki. 

Co w planie:

  1. Port Saplaya - Alboraya,
  2. Playa de la Malvarossa,
  3. Dzielnica Cabanal,
  4. Dzielnica el Carmen,
  5. Brama de Serranos,
  6. Park de los Viveros,
  7. Park de Monforte,
  8. Park Turia,
  9. Katedra Walencja,
  10. Dzwonnica el Miguelete,
  11. Plaza de la Reina,
  12. Mercat Central,
  13. Llotja de la Seda,
  14. Kościół świętej Katarzyny,
  15. Plac Redona,
  16. Muzeum ceramiki,
  17. Plac Ayuntamiento,
  18. Oficina de Correos,
  19. Sklep klubu piłkarskiego FC Valencia,
  20. Dworzec północny,
  21. Plaza de Toros,
  22. Casa Judia,
  23. Mercado Colon,
  24. Plaza de la Puerta del Mar,
  25. Most de las Flores,
  26. Stadion FC Valencia,
  27. Ciudad de las Artes y las Ciencias,

Późnym wieczorem w sobotę  docieramy z Wiednia do Walencji samolotem w linii lotniczej ryanair za 90€ od osoby w obie strony. Na lotnisku zakupiliśmy bilety w cenie 5,80€ za osobę do linii metra 3 lub 5, którymi dostaniemy się do centrum. Sama jazda komunikacją trwała ok. 30 minut drogi. Będąc na miejscu udaliśmy się do sklepu Consum na szybkie zakupy spożywcze w którym wydaliśmy 7€. Nocleg Tiny rooms zarezerwowaliśmy na obrzeżach miasta za pomocą aplikacji booking za 285€ na 4 dni za dwie osoby. Apartament spełnił Nasze oczekiwania, zaopatrzony był w aneks kuchenny, prywatną łazienkę i dobry dojazd do centrum. 



Pierwszego dnia Naszej przygody udaliśmy się na śniadanie do kawiarni liaopastel w której zakupiliśmy gofra w masie budyniowej z owocami, kanapkę na ciepło z kurczakiem, prażoną cebulką i warzywami oraz dwie kawy w cenie 8,90€ za 2 osoby. Bardzo polecamy!


Pierwszym punktem wyprawy był port Saplaya do którego dostaliśmy się za pomocą tramwaju numer 4 i autobusu L112B. Bilet zakupiliśmy w automacie za 5€ od osoby na 48h. Port Saplaya usytuowany jest w małej miejscowość Alboraya ok. 6 km za miastem. Nazwany został małą Wenecją, a to dlaczego? Otóż faktycznie ją przypomina, kolorowe domki, łodzie mieszczące się między kanałami wodnymi, a do tego restauracje z których wymyka się wyśmienity zapach z lokalnej kuchni. Całość wykazuje podobieństwo do małej wioski rybackiej w której możemy pospacerować, poczuć klimat włoski i dodatkowo delektować się ciszą.







Drugą atrakcją była plaża de la Malvarossa do której udaliśmy się pieszo z portu Saplaya. W drodze do zamierzonego celu zatrzymaliśmy się w KFC na Shake truskawkowego i „dużego” burgera (ale on był serio mini ) 😂. Koszt takich przekąsek to 4,70€. Malvarossa to jedna z popularnych i najładniejszych legowisk w Walencji. Historia tego obszaru nawiązuje do kwiatu malwy, którym zainteresowali się artyści. Na bagnistych terenach tego miejsca od XIX wieku zaczęto uprawiać plantacje malwy, stąd powstała ta inspiracja. 




Idąc piaszczystą plażą wraz z szumem morza Balearskiego docieramy do dzielnicy el Cabanyal, dawnej wioski rybackiej. Budynki do dziś nie zmieniły swojego wizerunku, kolorowe, murowane  elewacje jednopiętrowych domostw nadal zamieszkiwane są przez rybaków i rolników, dodatkowo atmosfera jaka tam panuje w postaci ciągłych ulicznych zabaw i śpiewu różni się od tej, którą można dostrzec w centrum miasta. 


Po pełnym dniu wrażeń wybraliśmy się na obiad do restauracji Babalu w której zamówiliśmy słynną walencką potrawę paella frutti di Mare w cenie 16€ od osoby. Taka mała bardzo istotna wskazówka, jeśli zamawiacie to danie to weźcie pod uwagę, że jedna paella na dwie osoby to podwójna cena. Do tego, jako napój otrzymaliśmy sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy za 4€ od osoby. Było smacznie, bardzo polecamy!

Następnego dnia ponownie udaliśmy się na śniadanie do kawiarni z dnia poprzedniego w której zaserwowaliśmy sobie kanapkę na ciepło z kurczakiem, warzywami i prażoną cebulką oraz kajzerek z avocado i łososiem w cenie 6,40€. Dodatkowo wleciały dwa cappuccino w kwocie 3,20€. 

Pierwszym przystankiem wędrówki była najstarsza dzielnica el Carmen znajdująca się w centrum miasta. To ciekawy obszar na planie tej prowincji wyróżniający się z nieodgadnionego do dzisiejszego dnia stylu artystycznego. Oprócz malowanych na elewacjach ściennych obrazów, znajdziecie tu dużo latynoskiej muzyki, ulicznych hiszpańskich spotkań czy wspólnych gier w środku dnia. 



Kolejnym punktem była brama de Serranos, jedna z dwunastu, otwierająca drzwi do miasta. Wykonana w stylu gotyckim, kiedyś tworzyła mur chrześcijański. Do wnętrza można dostać się bezpłatnie i podziwiać uroki pięknej Katalonii. 

Spacerując kolorowymi ulicami miasta docieramy do pierwszego z trzech parków Naszej wycieczki. Jardines del Real o Viveros charakteryzuje się bogatą przyrodą, pachnącym ogrodem różanym, parkiem zoologicznym w którym głównie królują błyszczące pawie oraz ścieżką komunikacyjną dla najmłodszych. 



Drugim obszarem zielonym był park Monforte, który nawiązuje do stylu greckiego. Znajdziemy tu oczka wodne, pawilony w których można przycupnąć na chwilę odpoczynku, rzeźby aniołków, postacie greckie oraz labirynty. Wstęp jest bezpłatny.

Ostatnim parkiem są ogrody Turii, których historia sięga kilku dekad wstecz. W przeszłości istniało tutaj koryto rzeki płynące przez środek Walencji. Niestety, przez występowanie licznych powodzi, postanowiono zlikwidować zbiornik, by umieścić go za miastem. Mieszkańcy zażądali, by w tym miejscu utworzyć park, który jest jednym z symboli tej prowincji do dziś. 


Powracając z obrzeży miasta docieramy do głównego placu Virgin na którym usytuowane są trzy cenne budynki: katedra, bazylika i pałac. 






Katedra Matki Boskiej jest główną siedzibą diecezji Walencji zbudowana na miejscu dawnego meczetu po 1238 roku. Budynek wykonany jest w stylu gotyckim i romańskim. Według historyków to właśnie w tej świątyni znajduje się kielich (według legendy graal) z którego Jezus Chrystus pił podczas ostatniej wieczerzy. Wstęp do środka jest płatny 8€.

Do świątyni przyłączona jest dzwonnica el Micalet o wysokości 63 metrów, ma 206 stopni i taras widokowy z którego można ujrzeć panoramę miasta. Bilet wstępu kosztuje 2€. My stwierdziliśmy, że nie mamy na to czasu, wiec odpuściliśmy. 

Obok obiektu sakralnego znajduje się plac Reina, który był dedykowany królowej Marii Mercedes z Orleanu, żonie króla Alfonsa XII. Na tym obszarze znajdziecie restauracje, stragany z symbolami hiszpańskimi, kawiarnie, lodziarnie w której mieliśmy okazje spróbować lokalnych lodów, ale o tym opowiem później. 

Naszym ważnym punktem (w sumie to bardziej dla mojego smakosza) była hala targowa, która powstała w 1928 roku. To największe centrum handlowe w Europie, gdzie zajmuje 8 tys. metrów kwadratowych. Wykonana w stylu secesyjnym z wykorzystaniem drewna, żelaza, ceramiki i dachówek. Przez oszklony dach wpada światło słoneczne, które tworzy niesamowity efekt artystyczny. Hala czynna jest od 7:30 - 15. Korzystając z okazji zakupiliśmy dwa napoje ze świeżo wyciskanych owoców w cenie 2,20€ za sztukę. Polecamy!




Na przeciwko targu usytuowana jest Lonja de la Seda, czyli giełda jedwabiu ukazująca bogactwo miasteczka. Wybudowana w XV wieku w stylu gotyckim oraz wpisana od 1996 roku na światową listę dziedzictwa UNESCO. Wstęp do środka to koszt 20€.


Następnym kierunkiem był kościół świętej Katariny z XIII wieku. Zajął miejsce dawnego meczetu, wyróżnia się sześciokątną dzwonnicą i bogatą historią. 

Plac Redonda, który był kolejnym punktem wyprawy zbudowany został przez Salvadora Melchora w 1840 roku. Otoczony jest tradycyjnymi sklepikami, straganami oraz restauracjami. Obejmuje dwa poziomy z których można obserwować ten obszar. 

Niedaleko placu stoi zabytkowy pałac Markizów Dos Aguas zamieszkiwany przez rodzinę szlachecką, która wzbogaciła się głównie przez handel i dzierżawę pośrednich wkładów. Dziś tu można zobaczyć muzeum ceramiki, a główne wejście zdobią artystyczne drzwi. 


Słynnym placem Walenckim jest obszar Ajuntament wykonany na bazie trójkąta na którym znajdziemy różnego rodzaju wystawy artystyczne czy festiwale. Na środku stoi ratusz  z wieżą zegarową. Na przeciwko budynku  usytuowana jest główna poczta charakteryzująca się trzema aniołkami ulokowanymi po bocznych ściankach zegara, które roznoszą symbole telegraficzne.  W narożnej części rynku widnieje oficjalny sklep klubu piłkarskiego FC Valencia, obok którego nie mogliśmy przejść obojętnie. W herbie ligi znajduje się nietoperz, przedstawiający uskrzydlonego smoka, który zdobił hełm króla miasta Aragonii. 






Kolejnym przystankiem był dworzec północny uważany, jako jeden z najbardziej okazałych zabytków miasta. Wnętrze dostosowane jest do pasażerów, wykończone w pomarańczowych barwach z kwiatami, motywami rolniczymi nawiązującymi do nowoczesności oraz tradycji miasta i wsi. 

Obok znajduję się arena walki byków wybudowana w 1859 roku. Mieści 10 tys. osób na widowni co stanowi, że jest jedną z większych scen w Hiszpanii. 


Trzy minutki dalej stoi dom Judia, inaczej żydowski z 1930 roku. Jest idealnym przykładem stylu art deco, który nawiązuje do kultury różnych miejsc na ziemi m.in Arabii, Egiptu, Indii itp. Budynek został wykonany na zlecenie Jose Saloma, który jak podejrzewa się był hebrajczykiem. 

Obrzeżami miasta kierujemy się do dzielnicy Russafa w której mieści się kolejna hala targowa, tylko bardziej w nowoczesnym stylu. Ulokowane są tu klimatyczne restauracje z hiszpańskimi  specjałami. 



Kilka minut dalej znajdziemy się na placu de la Mar na którym stoi brama morska wybudowana po wojnie domowej z pomnikiem osób, które zginęły podczas bitwy. Drugim symbolem tego miejsca jest oddanie hołdu dawnej furtce prowadzącej do miasta, która uległa zniszczeniu w 1868 roku. 

Nieopodal znajduje się most de las flores, kładka przecinająca ogrody Turii. Charakteryzuje się całorocznym wystrojem wykonanym z kwiatów, które są zmieniane 4 razy do roku w zależności od obchodzonego święta czy miesiąca.


Przedostatnim punktem jest stadion piłkarski FC Valencia, który rozpoczął swoją działalność w maju 1923 roku. Wewnątrz pomieści się 48600 osób. 

Ostatnią atrakcją miasta jest kompleks obiektów kulturalno - rozrywkowych Ciudad de las Artes y las Ciencias. Cała powierzchnia tego obszaru zajmuje 350 tys m2. Funkcjonuje o kwietnia 1998 roku pod nazwą dzielnica przyszłości. Na miejscu każdy znajdzie coś dla siebie: oceanarium, planetarium, teatr, różnego rodzaju dzieła artystyczne, ogrody i kino. Wstęp do środka jest darmowy. My zdecydowaliśmy się na wypożyczenie łódki na 10 minut za 5€ od osoby. Jest również możliwość wynajęcia hulajnogi, kajaków, rowerków wodnych. Na koniec można zakupić sobie zdjęcie, które wykonała Nam obsługa z wypożyczalni. 









W drodze powrotnej do apartamentu skoczyliśmy na kolację do baru Torino w którym zakupiliśmy patatas bravas w sosie serowym, omlet ziemniaczany i sangrię w cenie 36€ Dodatkową atrakcją lokalu była muzyka na żywo. Rewelacyjne miejsce, polecamy!



Kolejny dzień rozpoczęliśmy od śniadania w liaopastel z przepysznym świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym i posiłkiem na słono w cenie 11,50€. Potem w Naszym planie była wyprawa na plażowanie w Malvarrosie. Dzień zakończyliśmy wspaniałą ucztą w restauracji La Gobernanta el Carmen  serwując sobie patatas bravas z nugetsami i cytrynową nestee za 18,80€.


Ostatni dzionek minął Nam w miarę powoli, na śniadanie wpadliśmy do Naszej ulubionej kawiarni Liaopastel. Słodką ucztę zakończyliśmy shakem owocowym, gdzie całość wyniosła 18€.

Tramwajem z biletem za 2€ docieramy na plac Reina, gdzie zakupiliśmy lody w kawiarni La terraza de Santa Catalina za 3,30€ (gałka) za osobę, które jakościowo nie były warte tej ceny. Nie zabrakło ulicznego grajka oraz obiadu w klimatycznej restauracji Ammos w której zamówiliśmy rybkę z ziemniakami i sałatką oraz frytki z grillowanym kurczaczkiem w sosie satay, a do tego sok pomarańczowy w cenie 33,40€. 



Nasz czas dobiegł końca, więc pora na podsumowanie wyjazdu. Całość na osobę za 5 dni wyniosła 370,50€, a w tym:

  • loty: 90€ / osobę; 
  • komunikacja z / do lotniska: 11,60€ / osobę; 
  • komunikacja po centrum: 7€ / osobę; 
  • nocleg: 285€ / 2 osoby; 
  • wyżywienie: 8,90€ + 4,70€ + 40€ + 9,60€ + 2,20€ + 36€ + 11,50€ + 18,80€ + 18€ + 13,30€ + 33,40€ = 196,40€ /2 osoby; 
  • zakupy spożywcze: 23€ / 2 osoby;
  • pamiątki: torebka 4€, magnesy 3 sztuki - 5€; 
  • atrakcje: 5€ łódź, 
Biorąc pod uwagę całą wyprawę do Walencji uważam, że jest to bardzo przyjazny i ciekawy kierunek na krótki weekendowy wypad. Oprócz urokliwych uliczek, przepięknych plaż z ciepłą wodą, miasto oferuje mnóstwo terenów zielonych, dobrze rozwinięta komunikacje miejską, atrakcje do których można dojść pieszo. Pozytywnym aspektem jest ilość licznych punktów gastronomicznych i pomocne, życzliwe podejście miejscowych ludzi do odwiedzających ten obszar turystów. 



Dziękuję za uwagę ;)!



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Włochy - Trip, wrzesień 2021 - POSUMOWANIE

Hiszpania - TRIP 12 - 21.10.2023

Hiszpania - Barcelona 17-18.07.2021