Węgry - Budapeszt, 15 sierpień 2019

Polak, Węgier - dwa bratanki i do szabli i do szklanki.

  Czy te Nasze przysłowie się sprawdza? 
O tym przekonamy się za chwilkę, wjeżdżając przez bramę prowadząca do Budapesztu. 
Nasza podróż trwała krótko, bo tylko 1 dzień, ale uroki tego miejsca udało Nam się zobaczyć w 90%. 


 Naszym pierwszym celem po stronie Budy było wzgórze Gelerta z którego doskonale widać cała panoramę miasta. Obejmuje one kaplicę w skale, pomnik wolności i Citadelle. Wchodząc na wzgórze najlepiej wyposażyć się w wygodne buty ze względu na krętą drogę prowadzącą na sam szczyt. Nazwa tego punktu wiąże się z biskupem, który w tym miejscu miał zostać zamordowany przez pogan. Legendy również głoszą, że na szczycie góry spotykały się czarownice odprawiające sabat.








 Następny miejscem była baszta rybacka, która swoim wyglądem zrobiła ogromne wrażenie. Zbudowana w stylu neoromańskim z XVIII wieku z pięknym widokiem na Dunaj i wyspę świętej Małgorzaty. Historia  tego miejsca mówi o pewnym rybaku, który w czasie najazdów nieprzyjaciół bronił tej części Zamku. Dlatego na jego cześć baszta otrzymała właśnie tą nazwę.






 Obok baszty znajduje się piękny kościół Macieja z XIII wieku w którym Maciej Korwin z księżniczka neapolitańska zawarł związek małżeński. Wiele elementów z tej opoki nadal pozostało w świątyni. 



 Schodząc z góry zamkowej udaliśmy się w kierunku słynnego mostu łańcuchowego w Budapeszcie zaprojektowanego przez Adama Clarka. Most służył i w sumie do dzisiejszego dnia pełni taka funkcję, jako łącznik pomiędzy stroną Pesztu i Budy. Na wprost mostu powstała kolejka, którą można wyjechać na górę zamkowa.  Nam się niestety nie udało skorzystać z tej atrakcji, ponieważ było zbyt dużo ludzi ustawionych do tej kolejki, więc postanowiliśmy na górę wyjść pieszo.









  Zamek Buda powstał wraz z  pierwszymi fundamentami  w XIV wieku łącznie z kompleksem budynków pałacowych już za panowania  władcy Ludwika Wielkiego. W późniejszym okresie po najeździe Turków, gdzie z tego miejsca zrobili sobie arsenał, ponownie archeolodzy odkryli pozostałości po poprzednim panowaniu władców. Obecnie można zobaczyć pierwsze fundamenty zapoczątkowane od XIV wieku, piękne komnaty, ogrody i inne ciekawe elementy pałacowe. 





 Naszym następnym celem była druga strona Węgier, czyli Peszt. Na pierwszy rzut oka zwróciliśmy uwagę na Plac bohaterów i pomnik Tysiąclecia. Te miejsce powstało w celu oddania szacunku dla osób poległych podczas I wojny światowej. Na kolumnie pomnika jest umieszczony Archanioł Gabriel, który miał odnosić się do króla Węgier w celu przyjęcia koronacji. Legenda głosi, że anioł ukazał się królowi Stefanowi. Na przeciwko placu znajduje się muzeum sztuk pięknych w którym pojawiły się dzieła słynnych artystów m. in. Leonardo da Vinci, Rafaela, Murilla itd..




 Idąc wzdłuż mostu zauważymy przepiękny widok na park i zamek Vajdahunyad, w którym zobaczymy ciekawe zakątki Budapesztu. 



 Kolejna atrakcja jest Parlament, jeden z symboli stolicy Węgier. Jego wielkość robi ogromne wrażenie, sam budynek odnosi się do połączenia ze sobą strony Pesztu i Budy. Obecnie jest to siedziba władzy reprezentacyjnej. Niedaleko budynku mieści się kolejne miejsce, któremu należy wyrazić szacunek, a mowa tutaj o butach na brzegu Dunaju, gdzie dokonano zbrodni na ofiarach holocaustu. W tym czasie rzeka został nazwana Czerwonym Dunajem, a 60 par różnorodnych butów przypomina dramatyczne sceny z II wojny światowej. 









Ostatnim naszym punktem w tej przepięknej, historycznej stolicy była Bazylika św. Stefana. To największe miejsce w Budapeszcie poświęcone królowi Stefanowi I. Dużą atrakcją dla turystów jest antresola kopuły z której można zobaczyć panoramę miasta. Na wieżę jest możliwość dostać się windą, bądź po schodach. 



 To by było na tyle, jeśli chodzi o atrakcje stolicy, natomiast czas na dobre przysmaki węgierskie.  Pierwszym fajnym, słodkim deserem były lody w kształcie róży w kawiarni Gelarto Rosa, znajdującej się niedaleko Bazyliki. 



Na obiad udaliśmy się parę kilometrów za miastem do dobrze znanej restauracji Nancsi neni Vendegloje, gdzie skosztowałam przepysznego lecza połączonego z jajkiem, "mmm... pychota jak sobie teraz o nim pomyśle." 
 Zachęcam Was serdecznie do zwiedzenia tego miejsca i poznania historii i życia naszych sąsiadów.

 Pozdrawiam Serdecznie i życzę miłego czytania ! :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Włochy - Trip, wrzesień 2021 - POSUMOWANIE

Hiszpania - TRIP 12 - 21.10.2023

Hiszpania - Barcelona 17-18.07.2021