TENERYFA, 4-10 października 2018
Taka mała wyspa, a tyle skarbów świata.
Kolejną moją wyprawą był 10- dniowy wyjazd na Teneryfę - Wyspy Kanaryjskie. To była podróż marzeń, choć nie sądziłam, że to będą hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie. Jak wiadomo, państwo Hiszpańskie ma 7 wysp Kanaryjskich do których należy Teneryfa. Wybrałam tą opcje ze względu na występującą tam różnorodność krajobrazu, wulkan TEIDE, oraz jeden z największych na całym świecie Loro Parków.
Wylot odbył się z Katowic o 3 nad ranem, gdzie po zajęciu miejsc w samolocie od razu zasnęłam ze zmęczenia . Po wylądowaniu na pięknej Teneryfie, zostaliśmy przewiezieni autokarem do naszego hotelu, Playa la Arena.Po otrzymaniu karty do pokoju i rozpakowaniu bagaży, udałam się na obiad, był on w stylu szwedzkim. Kuchnia europejska połączona z kuchnią hiszpańską. Jestem dużym smakoszem, wiec nie mogłam się oprzeć, by spróbować wszystkiego po trochu. Głównym smakołykiem na Teneryfie były banany w rożnej postaci, od soków po desery i przystawki.
Wylot odbył się z Katowic o 3 nad ranem, gdzie po zajęciu miejsc w samolocie od razu zasnęłam ze zmęczenia . Po wylądowaniu na pięknej Teneryfie, zostaliśmy przewiezieni autokarem do naszego hotelu, Playa la Arena.Po otrzymaniu karty do pokoju i rozpakowaniu bagaży, udałam się na obiad, był on w stylu szwedzkim. Kuchnia europejska połączona z kuchnią hiszpańską. Jestem dużym smakoszem, wiec nie mogłam się oprzeć, by spróbować wszystkiego po trochu. Głównym smakołykiem na Teneryfie były banany w rożnej postaci, od soków po desery i przystawki.
- Hmm... dlaczego banany?
Bo według unijnych zasad nie spełniają wymogów, gdyż są za małe. Dlatego Hiszpanie wykorzystują je do wyrobów żywieniowych na Teneryfie.
Przez dwa dni wypoczywałam w hotelu, opalając się i pływając w basenie.

Następnego dnia wypożyczyłam auto ( koszt ok. 60€ ) i wybrałam się zwiedzać Teneryfę.
Następnego dnia wypożyczyłam auto ( koszt ok. 60€ ) i wybrałam się zwiedzać Teneryfę.
Pierwsze miasteczko w którym się zatrzymałam to Costa Adehe, tutaj życie tętni pełna energia poprzez kluby taneczne, galerie handlowe i lokalne restauracje.
Następny skrawek Teneryfy to jej stolica - Santa Cruz. Wjeżdżając do miasta można zauważyć Audytorium z 1997 roku. Oprócz tego udało mi się zwiedzić jeden z najstarszych portów na Teneryfie, który przyjmuje funkcję handlową i turystyczną.
Kolejną atrakcją był park Garcia Sanabria, gdzie napotkałam kolorowe papużki, piękne ogrody z różnorodną roślinnością, a w szczególności kwiaty oraz zaskakujące rzeźby opisujące mieszkańców Teneryfy. Oprócz wielu atrakcji po drodze miałam okazje zaglądnąć do kościóła w Santa Cruz i być na głównym deptaku miasta.
Zmęczona, ale pełna wrażeń wyruszyłam na podbój kolejnego miejsca o nazwie San Cristobal, gdzie stoi zabytkowy kościołek z 1500 roku. Niestety, nie udało mi się zobaczyć jak wygląda środek kościoła. Spacerowałam po miasteczku zerkając na charakterystyczne kolorowe budynki.
W końcu po całym dniu obserwacji turystyczny dotarłam do hotelu, jednak to nie był koniec. Kolejny dzień był również aktywny, bo już o 7 rano wyruszyliśmy z większa grupą na zwiedzanie największego w Europie Loro Parku. To nie było zwykle ZOO, czy ogród botaniczny. Oprócz Tygrysów, pingwinów, czy kolorowych ptaków miałam okazje ujrzeć pokaz delfinów, orek czy kabaret prowadzony przez kolorowe papugi. Również roślinność wprowadzała oko w zakochanie, pełno orchidei, drzewo baobab i wiele innych gatunków roślin, które były wyjątkowe.
Kolejna miejscowością była Candelaria, a dlaczego tutaj ? Otóż, tu miałam okazje zobaczyć bazylikę Matki Boskiej, do której co roku zjeżdżają się pielgrzymi z całego archipelagu. Według historii, ta cudowna figurka Maryjna została odnaleziona w morzu przez mieszkańców tego obszaru i wniesiona do kaplicy franciszkanów. Matka Boża jest odziana w niebieska szatę, zdobioną złotymi cekinami. Wokół bazyliki ustawione są kamienne figurki Guańczów, które opisują jak wyglądali pierwsi ludzie tego miasteczka.
Kolejną atrakcją był park Garcia Sanabria, gdzie napotkałam kolorowe papużki, piękne ogrody z różnorodną roślinnością, a w szczególności kwiaty oraz zaskakujące rzeźby opisujące mieszkańców Teneryfy. Oprócz wielu atrakcji po drodze miałam okazje zaglądnąć do kościóła w Santa Cruz i być na głównym deptaku miasta.
Przed ostatnim moim punktem było Garachico. Tutaj historia jest bardzo długa, ale z happy - endem. Samo miasteczko ma w sobie bajkowo-artystyczną dusze. O co tu chodzi? Otóż 5 maja 1706 roku ten obszar został zalany lawą wulkaniczną, co przyczyniło się do zniszczenia wielu gospodarstw domowych jak i największego portu morskiego, na szczęście nikt nie stracił życia. Obecnie wszystko zostało odbudowane, a miasteczko tętni pełnym życiem. Jeśli chodzi o atrakcje w tym miejscu to pierwsze udało mi się zobaczyć skały wulkaniczne powstałe w wyniku styknięcia się oceanu z lądem, następnie naturalne baseny termalne, kościół św. Anny z XIV w. oraz ratusz.
Czasu na zwiedzanie było coraz mniej, ale nie mogłam sobie odpuścić klifów Los Gigantes i wulkanu El TEIDE. Drogą powrotną do hotelu miałam okazję wypatrywać z dość bliska wulkan. Jego wysokość to ok. 3800 metrów n.p.m. i jest jednym z najwyższych szczytów na Oceanie Atlantyckim jak i również spośród wszystkich wysp Kanaryjskich. Jadąc dalej natchnęłam się na klify, które w rzeczywistości wyglądają nieziemsko. Są to olbrzymie góry, które swoją wielkością nad Oceanem wznoszą się nawet do ok. 600 metrów. Osoby, które były na Teneryfie wiedza, że nie warto tego miejsca pozostawić bez zwiedzenia.
W końcu po całym dniu obserwacji turystyczny dotarłam do hotelu, jednak to nie był koniec. Kolejny dzień był również aktywny, bo już o 7 rano wyruszyliśmy z większa grupą na zwiedzanie największego w Europie Loro Parku. To nie było zwykle ZOO, czy ogród botaniczny. Oprócz Tygrysów, pingwinów, czy kolorowych ptaków miałam okazje ujrzeć pokaz delfinów, orek czy kabaret prowadzony przez kolorowe papugi. Również roślinność wprowadzała oko w zakochanie, pełno orchidei, drzewo baobab i wiele innych gatunków roślin, które były wyjątkowe.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, a tydzień przeminął jak błyskawica. Mogę powiedzieć z czystym sercem, że udało mi się zwiedzić Teneryfę w 70%, oraz zachęcić każdego do odwiedzenia tego niezwykłego i przepięknego miejsca.
Miłego czytania! :)

Komentarze
Prześlij komentarz